Alleycaty
Mafia Alleycat
Pruszków, 28.07.2007
Z pamiętnika gangstera...
Po latach zgodnych rządów Żółtych i Niebieskich w podpiastowskim Pruszkowie znów zawrzało na szczytach władzy. Na skutek walk, zarówno gabinetowych jak i tradycyjnych ulicznych, na kije i łańcuchy, utworzyły się strefy wpływów. Żbików, osiedle Staszica i Nowe Tworki są pod kontrolą Niebieskich. Żółci opanowali Stare Tworki, osiedle Prusa i okolice Tesco. O dzielnice centralne trwa właśnie najzacieklejszy bój.
Tymczasem skomplikowane procesy rozpadu żółto-niebieskiej koalicji doprowadziły niektórych działaczy do załamania nerwowego, zwątpienia w hasła francuskiej rewolucji i dramatycznego wystąpienia ze zorganizowanej grupy... W ten właśnie sposób niejaki Marcin M. (ps. Dziadek) w poszukiwaniu oczyszczenia z kryminalnej przeszłości decyduje się wysłać donos na swoich dawnych kolegów. Jednak zarówno kontakty Żółtych na poczcie, jak i Niebieskich u adresata przesyłki, powstrzymały groźne następstwa owego braku lojalności. Niestety, nie obyło się bez komplikacji... Dziadek, w którego barwnym życiorysie odnaleźć można zarówno współpracę z Niebieskimi, jak i Żółtymi, w obliczu oskarżenia o oszustwa finansowe decyduje się na niebezpieczną grę, w której zdradza swe dawne znajomości po obydwu stronach. Z zeznania, które pokornie poddało się cenzurze, najpierw w urzędzie pocztowym, a potem w dziale korespondencji pewnej instytucji opanowanej przez Niebieskich, zniknęły fragmenty kompromitujące czynnych działaczy, w efekcie czego Dziadek skutecznie obciążył wyłącznie samego siebie. Zresztą zabiegający o status świadka koronnego skruszony mafioso został za zdradę kolegów skazany zaocznie, bez żadnej procedury odwoławczej. Tymczasem, najprawdopodobniej na skutek pewnej wewnętrznej rywalizacji, wśród Żółtych i Niebieskich rozeszły się fragmenty zeznania Dziadka.
W sobotni wieczór, gdy ludzie pracy nie próżnują ani przez chwilę, a biznes w lokalach zależnych kwitnie na potęgę, z celem objęcia wpływów w najważniejszych dzielnicach miasta, na zdobycie materiałów obciążających stronę przeciwną wyruszają przedstawiciele obu gangów.
Na początku trasy czas jeszcze na cotygodniowe obowiązki.
Manhattan. Nieliczni sklepikarze, którzy zdecydowali się płacić podwójny w tej dzielnicy haracz prędko regulują należności. Kolejny punkt - Lidl na przedłużeniu Prusa. Silna grupa wpada do sklepu terroryzując klientów. Przerażeni pracownicy skarżą się, że cały utarg odjechał właśnie pod konwojem i kasy świecą pustkami. Postanawiamy odebrać równowartość w towarze. Panie stojące "na promocjach" realizują nasze zamówienia, krążąc między sklepowymi regałami, a czytnikiem cen, gdzie uczciwie zliczamy wartość zakupów. Wkrótce z pełnymi wózkami przez kasy kierujemy się do wyjścia. Jeszcze tylko pewien nieprzyjemny incydent z pseudoochroną (kto śmiał podawać się za nas!) i po ukończeniu cotygodniowego rytuału, możemy przejść do głównej części wieczoru.
Na początek przypada mi rewizja u działacza Niebieskich, ps. Ula. Mieszka w Komorowie, w okolicy ulicy Mazurskiej. Jadę razem z żółtym towarzyszem o pseudonimie "Postek". Prędko okazuje się jednak, że siedziba Uli to całkiem niezła kryjówka. Nie możemy znaleźć dojazdu na posesję ani od strony Mazurskiej, ani od Ireny... W końcu wpadamy na dwóch sprinterów z naszej grupy. Pędzą na Aleję Kasztanową. Czyżby jedyna droga do niebieskiego Uli wiodła przez zarośla przy kukurydzianym polu?
Czas jednak każe najpierw działać, a potem się zastanawiać. Porzucamy rowery przy drodze i wbijamy się w mokre po niedawnej ulewie wysokie trawy. Biegniemy przedzierając się niewyraźną ścieżką. Wkrótce kończy się i ścieżka. Tutaj chwila zastanowienia, by obrać prawidłowy kierunek. W końcu docieramy do kwatery Uli. Siedem drewnianych parterowych domków pomalowanych niebieską farbą. Dobrze, że w plądrowaniu mieszkań pomógł nam Marcin D. ps. EP06, który dotarł na miejsce chwilę przed nami. W pojedynkę odnalezienie fragmentu zeznania zajęłoby cały wieczór, a przecież miał to być dopiero początek sobotniej akcji. Przy okazji dowiadujemy się, że istniało jednak sekretne przejście do mafijnej siedziby Uli. Z przejścia tego skorzystał właśnie, noszący tę samą barwę, EP06. Trudno, nas czeka mimo wszystko powrót tą samą drogą - pojazdy zostawiliśmy przy drodze. Przy Kasztanowej nadziewamy się na liczną grupę Niebieskich. Na szczęście udaje się nam zmylić przeciwnika i niepostrzeżenie wymykamy się na Jeziorko nieopodal "Depresji i Nerwic". To niecały kilometr stąd. Jedziemy czwórką: Adam, Lewan, Postek i ja. Autorem szukanej kryjówki jest pacjent pobliskiego szpitala psychiatrycznego. Przed laty los kazał mu wybierać między więziennymi, a szpitalnymi kratami. Jednak zdobyte niegdyś doświadczenie zawodowe, mimo zrozumiałych niedogodności szpitalnego życia, zapewnia mu dziś dosyć dużą swobodę.
Na przeszukiwanym przez nas terenie niedaleko Utraty znajdujemy dwa blisko siebie położone jeziorka. Nie przeszkodziło to jednak zlokalizować kryjówki psyche-symulanta. Zabezpieczamy odnaleziony przez Lewana fragment zeznania i pozdrawiając nadjeżdżającego właśnie towarzysza EP06 wracamy w stronę Kasztanowej.
Kolejny punkt mieści się właśnie przy tej ulicy, w okolicy sadów w Pęcicach. Znak zakazu, przy którym - jak zeznał na bolesnych przesłuchaniach jeden z Niebieskich - ukryta jest kolejna część kompromitującego zeznania, jest dość charakterystycznym punktem, dlatego bez chwili zastanowienia jedziemy do celu. Choć już nie zwartą grupą, znów jedziemy w piątkę. Po drodze mijamy w okolicach Uli przybyłą ze spóźnioną odsieczą liczną grupę ratunkową Niebieskich. Są tak mocno zdruzgotani widokiem zdemolowanej kwatery Uli, że nie są w stanie podjąć decyzji o wszczęciu pościgu za uciekającym wraz z nami cennym fragmentem zeznania.
Pod zakaz wjazdu pierwsi docierają Lewan i Adam. Oni też odkopują ukryty tu następny kawałek zeznania. Po chwili do naszej licznej już grupy dobija Nothi. Jednak przodujący, Adam i Lewan, nadając tempo wyprawie ruszają bez zwłoki w kierunku kolejnego miejsca. Jedziemy zarośniętą ścieżką wzdłuż sadów, aby zmylić przeciwnika, który mógł się już otrząsnąć po doznanym szoku i podjąć działania odwetowe. Najpewniejsza trasa na plebanię wiedzie przez stalową kładkę nad Utratą. Na tereny pęcickiej parafii wjeżdżamy od strony cmentarza. W oddali słyszę głośny, przeraźliwy krzyk. Przebijam się przez wąską szparę w cmentarnej bramie i zajeżdżam pod zabudowania kościelne, gdzie widzę zaparkowane rowery grupy przecierającej szlak, czyli oczywiście teamu: Adam i Lewan. W powietrzu daje się wyczuć niepokojący zapach spalonego mięsa... Nagle z budynku plebani wybiega Adam: "Mamy zeznanie. Nie było Cię tyle czasu, że żelazko zdążyło rozgrzać się do czerwoności!". Nic więcej wiedzieć już nie chciałem. Pomyślałem tylko, że nie warto przebywać w tym miejscu ani chwili dłużej i pomknąłem za uciekającymi z miejsca zdarzenia sprawcami brzydkiego zapachu.
Przed nami Tworki. Chwila wahania - asfalt czy grunt. Zwycięża oczywiście wariant krótki, czyli ścieżka wzdłuż Utraty. Na bardzo zniszczonym (prawdopodobnie przez tę samą grupę, która zajęła się w podobny sposób krzyżem w Pęcicach) drewnianym mostku jesteśmy jeszcze we trójkę. Brakuje tu połowy desek, a te które zostały są mocno śliskie, po deszczu i wieczornej rosie. Jedziemy dalej wzdłuż rzeki i niebawem wjeżdżamy do Tworek. Dystans między nami trochę się zwiększa, ale peleton mam w zasięgu wzroku. Dopiero gdzieś na wysokości Neurologii niespodziewanie znikają mi sprzed oczu czerwone światełka. Pamiętam, że w Pęcicach padło słowo "oczyszczalnia". Jadę więc tam, ale na miejscu o dziwo nie ma nikogo, czego się zupełnie nie spodziewałem ze względu na niewielki dystans między mną a grupą nawigacyjną. Szukam zeznania. Nie jest jednak tak łatwo. Po chwili dobijają Lewan i Adam i dopiero po ich przybyciu udaje się mi odnaleźć ukryte u wejścia do niskiego budynku zeznanie Dziadka.
Chwila zastanowienia nad dalszą częścią trasy - PKP Piastów czy OSP Pruszków. Trafna sugestia Adama, żeby zaliczyć najpierw bardziej skrajny punkt, zaoszczędziła nam sporo czasu tego sobotniego wieczoru. Kierunek - Piastów!
Okazało się, że zapomnieliśmy o odebraniu należności od jeszcze jednego klienta. Właściciel "Groty" czeka na nas przy fontannie na Lwowskiej. Przy szpitalnym kościele mijamy Dyźka, który tego wieczoru działa jak widać równie aktywnie. Na skrzyżowaniu Partyzantów i Jerozolimskich Adam gubi część haraczu z Manhattanu i - jak się okaże później - także część towaru z Lidla. Na szczęście prędko zauważa stratę i sprawnie zbiera rozsypaną kasę.
Dalej jedziemy Twardą, uliczkami do Grunwaldzkiej i Krasińskiego do Tuwima, by przez tereny kolejowe dostać się na miejsce spotkania z właścicielem piastowskiej dyskoteki. Przy fontannie zastajemy zniecierpliwioną żonę naszego klienta: "Mąż musiał wrócić do Groty - dziś przecież sobota". Nie było czasu ani ochoty na dłuższą dyskusję z panią Magdą, dlatego po przeliczeniu pieniędzy natychmiast ruszyliśmy z powrotem do Pruszkowa.
Działy kontroli i egzekucji na pierwszym piętrze budynku Urzędu Skarbowego przy Staszica 1 znajdują się w rękach Niebieskich. Fragmenty zeznania opisujące finanse Żółtych trafiły w nieodpowiednie ręce i mogą stać się niebezpiecznym elementem szantażu.
Wracamy na Tuwima, bo najkrótsza trasa wiedzie wzdłuż torów. 31km/h i ani trochę więcej... Dwa czerwone pulsujące światła oddalają się konsekwentnie. Aby skrócić trasę, jadę Czarną Drogą, utrzymując 27km/h. Przy dworcu PKP szybkim gestem pozdrawiam żółtą mafię taksówkową i znajomych z Ołówkowej. Ścieżką wzdłuż torów docieram do celu.
Adam i Lewan zrobili już rozpoznanie: tajna Nieetatowa Składnica Akt Niearchiwalnych działu kontroli znajduje się w starej stacji transformatorowej po drugiej stronie ulicy, w sąsiedztwie straży pożarnej. Trwa właśnie próba sforsowania drzwi. Jeszcze jedno kopnięcie z SPDa i mamy dostęp do tajnego archiwum. Przy okazji przeglądania kartoteki natrafiamy na znane nazwiska. Zabieramy kolejny fragment zeznania Dziadka oraz najbardziej obiecujące teczki działaczy Pruszkowa.
Ruszamy w stronę ronda. Jeszcze na Staszica mija nas spóźniony patrol Niebieskich. Tego wieczoru najwyraźniej szczęście im nie dopisuje. Na rondzie zgodnie ze wskazówkami zegara i wyjeżdżamy na ulicę, której ścieżek rowerowych najlepiej nie zauważać. Przy wylocie Powstańców na Wojska Polskiego zatrzymują mnie światła i sznur ruszających samochodów. W ten sposób kolejny raz tracę z oczu żółtych przewodników. Domyślam się jednak, gdzie ich szukać.
Tereny nowobudowanego getta "Przy Pałacu". Na terenie dawnych zakładów "Porcelit" powstanie wkrótce kompleks budynków, który swym charakterem wyraźnie nawiązuje do historii sąsiadujących terenów ulicy Komorowskiej. Dojeżdżam do ogrodzonego siatką placu budowy. Widzę Adama szukającego czegoś od strony ulicy Prusa. Na budowie trwa betonowanie słupów garaży i piwnic. Hałas pomp i betonowozów zagłusza wszystkie inne dźwięki. Objeżdżam teren przyszłego osiedla od strony Armii Krajowej, sprawdzając okolice każdej bramy. Na skrzyżowaniu Komorowskiej i Ceramicznej spotykam EP06. Sprawdzamy baraki socjalne zaplecza placu budowy. Niestety nie znajdujemy tam "Bolka", który w niejasny sposób wszedł w posiadanie tych fragmentów zeznania, które dotyczą przemytu zza wschodniej granicy (mafia paliwowa i przemyt alkoholu). Tych, którzy znają obszar działań Adama i Lewana z pewnością więc nie zdziwi determinacja, z jaką wydobywali zeznanie od Bolka, który pod długich poszukiwaniach został w końcu wykryty. Po ciężkiej sobocie odpoczywał w stanie pozbawionym świadomości, na trawniku w okolicy dawnej bramy głównej na teren zakładów. Teraz, widocznie z powodu jego braku chęci do współpracy, został osadzony w twardniejącym betonowym stropie. Stopy, najwidoczniej zaczepione w stalowych prętach, mimo wielu dramatycznych prób nie były w stanie uwolnić się z śmiertelnego zacisku. "Takie buty..." westchnął w końcu zrezygnowany Bolek, po czym za cenę życia oddał swoim dwóm bezlitosnym oprawcom nieszczęsny donos Dziadka.
Na liście wizyt przewidzianych na ten bardzo aktywny towarzysko wieczór skreślamy zdrajcę, Bolka. Kierujemy się teraz na Brzozową, gdzie swą posiadłość ma wdowa po baronie Niebieskich, Masie.
Prusa, Ceramiczna, Komorowska - Brzozowa. Zwiększamy prędkość i następuje zmiana prowadzącego. Nagle Adam zauważa szukany adres i przy prędkości ok. 35km/h ostro hamuje. Niestety, w tym miejscu dość poważnie odczułem brak sprawnych hamulców. Chociaż należałoby powiedzieć raczej, że dałem to odczuć Adamowi, który zaskoczony uderzeniem w kierownicę, zaliczył awaryjny kład na asfalcie. Zasypujemy piaskiem plamę krwi na jezdni i podjeżdżamy pod willę "Samary". Przez drzwi na tarasie włamujemy się do salonu, gdzie dosłownie sprzed telewizora wyciągamy samotną mieszkankę tego domu. Po tragicznej śmierci męża (powiadają, że równo tydzień przed zejściem miał telefon z pogróżkami), chyba z zamiarem rekompensaty utraty swej drugiej połowy, podwoiła swoją wagę. Teraz, gdy jej miotające się w konwulsyjnych ruchach niepokorne ciało ciągniemy z trudem w kierunku studni, wydaje się nam, że rozumiemy skąd wziął się pseudonim męża Samary. Ciężar uderzył miękko o dno starej studni, po czym z głębi zaczęły wydobywać się nieznośne jęki. Zasunęliśmy więc otwór kamienną pokrywą i odetchnąwszy po srogim wysiłku, wróciliśmy do mieszkania w wiadomym celu. Krótkie oględziny ujawniły następną część zeznania Dziadka.
Fabryka Owiec, czyli kolejny punkt na naszej trasie, znajduje się przy Komorowskiej. To tylko kawałek stąd. Prowadzę więc stado wilków na żer.
Planeta Owiec, przez wtajemniczonych zwana Fabryką, to zakład farmaceutyczny wyspecjalizowany w produkcji leków psychotropowych. Z szerokiej gamy wyrobów na uwagę zasługują środki nasenne. Biała owca jest przecież symbolem zdrowego snu. Jednak w ofercie Fabryki znajdują się także inne specyfiki. Również i takie spod znaku niebieskiego grzyba. Tu także należy się dopatrywać pochodzenia nazwy mafii Niebieskich. Po rozłamie ten obszar rynku został przez nich całkowicie przejęty.
Dojeżdżamy do wysokiego muru Fabryki. Wejścia na teren zakładu strzeże tu również Bartek B. ps. "Ptaszek", który najwidoczniej spodziewał się naszego przybycia. Jednak wobec przewagi liczebnej, nie stawiał oporu... Lekceważąc stalowe drzwi, dostaliśmy się na teren Fabryki. Tutaj, zgodnie z informacjami dostarczonymi przez naszych ludzi, przy słupie oświetleniowym odnajdujmy tajną skrytkę, a w niej oczekiwaną zawartość.
Niebiosa dały o sobie znać. Kiedy dojeżdżamy w okolice następnego punktu (przynajmniej tak się nam na początku wydaje) rozpadało się na dobre. Dostaję czapkę od Lewana, dzięki czemu deszcz nie bije mi po oczach i mogę cokolwiek zobaczyć w tych mokrych ciemnościach. Błądzimy teraz w zaklętym kwadracie Lipowa-AK-Polna-Ceramiczna. Rozdzielamy się w poszukiwaniu zagubionych ulic: Żwirowej i Ceglanej. Jeżdżę samotnie po blokowisku. Kręcę się ciągle w tym samym miejscu, tak że nie pamiętam już które bloki sprawdzałem. W końcu zrezygnowany próbuję odnaleźć Adama i Lewana, ale minęło już sporo czasu od momentu, gdy się rozdzieliliśmy. Jeżdżąc po osiedlowych mrocznych chodnikach raz o mało nie wpadłem na słupek na środku jednego z nich. Patrzę na mięknącą mapę. Może mam już wodę w mózgu... W tych okolicach ani śladu szukanych ulic. Przejeżdżam na drugą stronę AK, z nadzieją, że znajdę tam jakiś ślad. W końcu natrafiam na moich żółtych towarzyszy. Jadą na wiadukt nad torami WKD. Doganiam ich. Adam po rozmowie z napotkanym tam panem zza wschodniej granicy nie przynosi nam niestety wskazówek, z których dałoby się skorzystać. Gdzieś głęboko w podświadomości utkwiła mi informacja naszego Szefa, że jednego z podwójnych punktów z jakichś nieznanych powodów mamy nie szukać. Dzwonię więc, aby to potwierdzić. Kemot jednak dementuje tę pogłoskę. Tkwimy w martwym punkcie.
Przypominam sobie o starej kotłowni. Co prawda jest ona przy ulicy Kościelnej, ale skoro punkt na Żwirowej dotyczy Elektrociepłowni Warszawskich to może skojarzenie mimo wszystko jest prawidłowe. Niestety, okazuje się, że budynek kotłowni został niedawno rozebrany i miejsce po nim w żaden sposób nie może teraz udawać terenów EW. Na skrzyżowaniu Hubala i AK zadajemy tę zagadkę topograficzną dwóm napotkanym dziewczynom, ale poza wskazaniem ogólnego kierunku, reszta odpowiedzi była nie na temat... Chaos przybiera na sile.
Jedziemy kolejny raz Ceramiczną. W końcu spotykamy małżeństwo w wieku średnim. Strzał w dziesiątkę - mamy komplet informacji: Ceglana - Srebrną, za ogródkami w lewo. Wszystko się zgadza. Znajdujemy zagubiony fragment Ceglanej z podanym numerem domu. Na miejscu mieszkaniec domu o wskazanym adresie tnie kostkę na jezdni. Wygląda na mocno zaskoczonego i jakby trochę zaniepokojonego tym, że ktoś o tej porze interesuje się adresem jego mieszkania. Zostawiamy chłopaka samemu sobie i obszukujemy podejrzane miejsca. Dołącza do nas w końcu także Nothi. Po dłuższej chwili udaje się wreszcie wspólnie zdemaskować miejsce ukrycia zeznania.
Teraz kolej na Żwirową. Według wskazówek małżeństwa z Ceramicznej, chodzi najprawdopodobniej o Żwirową w okolicach Komorowa. Jak twierdzą, po jednej stronie Lipowej należy do Pruszkowa, po drugiej do Komorowa. Jedziemy więc to sprawdzić. Zresztą, nie pierwszy już raz, bo jadąc Komorowską z Fabryki Owiec poprowadziłem tam naszą drużynę. Ponieważ jednak nie udało się wtedy odnaleźć "terenów Elektrociepłowni Warszawskich", a po konsultacji z mapą odkryliśmy inną Żwirową, która bez żadnych wątpliwości miała leżeć w Pruszkowie, ulicę wzdłuż której ciągnie się łącznica WKD-PKP wzięliśmy za należącą do Komorowa. Zresztą sprawa granicy tych miast nie jest dla mnie jasna do tej pory.
Przeszukujemy Żwirową. Nigdzie jednak śladu terenów EW. Na dodatek trafiam znów na... Ceglaną! Robi mi się niedobrze... Zawracam. Narada na skrzyżowaniu z Komorowską: nasza Trójka, Nothi i Ptaszek, który przeszedł na żółtą stronę. Decyzja - dzwonię do Kemota.
- Czy to ta Żwirowa?
- Tak, szukajcie bramy z tabliczką "Tereny EW".
Tyle mi starcza. Kolejny raz, tym razem bardziej dokładnie oglądamy Żwirową. Okazuje się, że za Lipową Żwirowa zmienia nieco kierunek, biegnąc równolegle do Ceglanej, tej samej, przy której osłabłem. W końcu znaleźliśmy ostatni fragment zeznania. Aby zakończyć misję, musimy jeszcze odwiedzić ośrodek szkolenia psów w Nowej Wsi. Nothi zna to miejsce. Ochoczo podaje nam wskazówki jak tam dojechać. Znów się rozdzielamy. Ptaszek wraca załatwić osobiste porachunki do Piastowa. Nothi z niewiadomych powodów zostaje w tyle. Dziwnym trafem przejeżdżamy jeszcze pod Fabryką Owiec. Aż roi się tam od Niebieskich. Wracając na prawidłową trasę przejeżdżamy obok willi Samary, gdzie z wyrazem zakłopotania na twarzy krąży niebieski zerozeroseven. Tymczasem znów utworzył się dystans między mną, a dwuosobową czołówką wyścigu. Przed Grodziską przepuszczam sznur samochodów. Nagle widzę, jak Adam i Lewan jadą z naprzeciwka. Zawracam i ja. Skręcamy w boczną uliczkę prowadzącą na teren ośrodka. Tu, po zweryfikowaniu zebranych materiałów, dostajemy instrukcję, co do fragmentów zeznań. Jedziemy na teren szkolnego boiska w Nowej Wsi, aby tam, raz na zawsze pozbyć się Dziadkowego donosu, wrzucając go w żądne zemsty Żółte płomienie...
Odtąd Pruszkowem rządzą Żółci!
Grzegorz P. ps. "Pisarz"


