Alleycaty
True Colors Alleycat
Pruszków, 28.10.2007
Relacja Magdy
Niedziela, godz. 18:28, docieramy z Dyźkiem na start "mieniącego się wszystkimi kolorami tęczy" alleypiasta. Organizator oraz część zawodników są już na miejscu, część dociera w niedługim czasie po Nas. Powoli następuje dobieranie się w zespoły. Adam decyduje się jechać ze mną. Czyżby w decyzji pomogła mu absencja T.Pietrzyka na KOLEJnym, dzięki której Adam był dosyć bezpieczny na swojej pozycji lidera w klasyfikacji generalnej? Po godzinie 19 - rozdanie manifestów.
Po zobaczeniu manifestu - wiedzieliśmy już, że TRUE COLORS będzie się różnił od innych alleypiastów. Poza limitem czasowym, który pojawił się już na KOLEJnym alley'u, wymienione były tylko nazwy ulic wraz z ich opisem. Zabrakło nazw miejscowości. Organizator szybko wyjaśnił, iż brane pod uwagę mogą być tylko: Nowa Wieś, Komorów, Pruszków, Piastów i Ursus oraz dodał, że nie trzeba odwiedzać wszystkich punktów. Po odszukaniu tych miejsc na mapie został ogłoszony start. Wyruszyliśmy w trasę.
Pierwszym punktem, który zamierzaliśmy odwiedzić była Czarna Droga. W drodze do niej, na skrzyżowaniu ulic: kościuszki i wojska polskiego spotkaliśmy Lewana z Bartkiem. Ten team ruszył jeszcze na czerwonym świetle. W ferworze rywalizacji Adam nie zauważył sygnalizacji i gotów był Ich gonić, pomimo nadjeżdżających z daleka samochodów. Całe szczęście światło wkrótce się zmieniło, a my nie wiele myśląc pojechaliśmy za naszymi rywalami. Po przejechaniu kilkuset metrów okazało się, że Bartek z Lewym nie jechali na ten sam punkt co my! Po wróceniu na właściwą trasę, znaleźliśmy się na czarnej drodze. Kartka miała być umieszczona na schodach na wiadukt. Po dojechaniu do punktu zostawiliśmy rowery i czym prędzej pognaliśmy na górę. Na wiadukcie okazało się, że w pośpiechu minęliśmy to właściwe miejsce. Powoli więc wróciliśmy, tym razem uważniej rozglądając się dookoła. Udało się, znaleźliśmy! Całe 5 i 4 punkty dla Nas. Zmęczenie tego dnia dało o sobie znać. Zapomniałam, gdzie schowałam manifest, który jakieś 7 minut wcześniej miałam jeszcze w rękach. Szukanie tej jakże ważnej kartki zeszło się na tyle długo, że zdążyli przyjechać następni zawodnicy: Grzesiek z Dyźkiem, a zaraz po Nich Kemot.
Naszym kolejnym celem stała się biała droga. W Piastowie udało nam się dogonić Grześka z Dyźkiem. Oczywiście pojechaliśmy za Nimi, co okazało się strategicznym błędem. Chłopaki zniknęli gdzieś za zakrętem, a my nie wiedzieliśmy jak dalej jechać. Przypadkowi tubylcy również nie potrafili wskazać nam drogi. Szybkie spojrzenie na mapę i jedziemy dalej. Na miejscu spotykamy Kemota, który zgarnia 3 punkty. My musimy się zadowolić 1 i 2.
Z Białej niedaleko jest na ulicę Wiśniową, więc tam też się udajemy. Po chwili docieramy na miejsce. Szybko odnajdujemy słupek z nazwami ulic oraz zgarniamy należne nam punkty: 3 i 2.
Ostatnim, piastowskim punktem, który zaliczamy jest ulica zielona. Latarnię, do której przyczepione są karteczki z punktami widać z daleka. Siedzą przy niej Dyziek z Grześkiem, ustalając dalszą trasę. Okazuje się, że są oni pierwszą parą, która odwiedziła ten punkt i przypada nam w udziale po 5 i 4 punkty.
Nie zastanawiając się długo zostawiamy ten wspaniały team i ruszamy do Malich, na ulicę błękitną. Jednak przed skrzyżowaniem z alejami Jerozolimskimi z oddali widać dwa goniące nas światła. Nie może być to kto inny jak Dyziek. z Grześkiem. Spostrzegawczy Adam zauważa, że kończy się zielone światło na przejściu na pieszych i mobilizuje mnie, abym zwiększyła swoją prędkość. Uffff.. Udało się! G&D zostają za Nami, zatrzymuje ich czerwone światło!
Niestety nie jesteśmy pierwszymi zawodnikami, którzy docierają na ul. Błękitną. Po ulicy tej krąży drużyna Tomka P. Penetrują Oni początek ulicy, w poszukiwaniu właściwego znaku: próg zwalniający. Zadziwiająco wolne tempo Ich jazdy, pozwala Nam na wyprzedzenie Ich. Dojeżdżając do przedostatniego znaku, słychać Adama: "mam". Dojeżdżam więc do ostatniego znaku na tej ulicy (miejsca skąd dobiega głos Adama), czując tuż za sobą ekipę TP. Znowu wspaniałe trofeum w postaci 5 i 4 punktów.
Lazurowa - kolejny punkt do zdobycia na naszej trasie. Jest to ulica równoległa do błękitnej, więc nie mamy problemów z dotarciem tam. Szybko lokalizujemy budkę telefoniczną i zbieramy odpowiednio oznaczone kartki - 4 i 5. Niestety duża ilość punktów w tym alleycacie, uniemożliwia nam zapamiętanie całej tras, konieczna jest "konsultacja z mapą". Rozkładający się pod budką Adam wzbudza podejrzenie przechodniów, na tyle, że jeden z Nich (w stanie wskazującym) kilkakrotnie pyta się, gdzie chcemy jechać. Gorące zapewnienia Adama, że damy sobie radę nie uspokajają pana. Na hasło: kasztanowa, uzyskujemy odpowiedź - to przez Pęcice najlepiej i tak właśnie robimy. W między czasie na punkt docierają niestrudzeni trasą Grzesiek z Dyźkiem, a następnie Tomek P z Darkiem K. i Dominikiem. Jako pierwsi przyjechaliśmy i jako ostatni odjeżdżamy z tego punktu. Do kasztanowej prowadzi Adam wąską, wydeptaną ścieżką, z której ciągle zbaczam. Wreszcie docieramy na tą aleję. Rodzi się pierwsza wątpliwość - czy poszukiwanym przez nas punktem jest szlaban, czy znak. Obstawiamy: szlaban. Jednak droga, która miała do niego prowadzić zniknęła nam w ciemnościach. Z braku wyjścia zaczynamy poszukiwania znaku. Okazuje się, że jest to trafny wybór. Docieramy do punktu i ku Naszemu wielkiemu zaskoczeniu zbieramy odpowiednią punktację: 7 i 6. Po chwili dojeżdża Tomek z ekipą, twierdząc, że dużo czasu stracili na poszukiwaniu szlabanu i punktów tam.
Siedem punktów za nami. Czas na ósmy. Udajemy się drugi raz na ulicę wiśniową. Celem naszych poszukiwań jest znak zwalniający do 0. Sporo czasu od momentu rozpoczęcia tego wyścigu upłynęło, więc byliśmy mile zaskoczeni, kiedy okazało się, że ten punkt jest pełnowartościowy: podzieliliśmy się odpowiednio 6 i 5 pkt J.
Następnie Naszym łupem po raz drugi pada kasztanowa. Tym razem jest to upragniony szlaban. Miejsce to jest jednak ogołocone przez innych zawodników ze wszystkich punktów.
Dość dużo czasu straciliśmy na bezowocne poszukiwania ul. Szmaragdowej. Po nie udanej próbie odnalezienia dużego kamienia udaliśmy się w kierunku Gąsina, aby tam zlokalizować Brzózkę na ul. Malinowej. Jezdnia tam prowadząca (ul. Działkowa) jest w fatalnym stanie, z dużą ilością dziur. Właśnie w jedną taką wjechał Adam. Zaraz po tym usłyszeliśmy syk. Okazało się, że mój kompan złapał gumę. Niepewność wynikająca z ilości czasu, jaka pozostała do końca nie pozwalała Mu zmienić dętki. Adam twardo, do końca wyścigu jedzie na obręczy. Do malinowej docieramy dość szybko. Z miejsca tego zbieramy tylko podpis, gdyż punktów żadnych nie znajdujemy.
Ostatnim już punktem na Naszej trasie jest po raz trzeci ul. Wiśniowa. Jadę jako pierwsza, aby znaleźć punkt i nie nadwyrężać koła Adama. Po drodze oczywiście się gubię (źle usłyszałam wskazówki Adama). Wracając na ul. Promyka spotykam Grześka, który wskazuje mi miejsce pobytu Adama (dzięki za to!). Bez problemu odnajdujemy studnię przy mostku. Po drodze pytamy się Kemota ile czasu zostało do końca wyścigu, pada odpowiedź: 8 lub 18 minut. Wiemy, że jeśli 8, to nie mamy szans dojechać na metę. Adam namawia mnie, abym zostawiła Go i sama jechała do Sokoła. Po długich rozmowach przekonuje Go, że to kiepski pomysł, więc docieramy tam razem. Na dechach siedzą już prawie wszyscy zawodnicy. Po podliczeniu wszystkich punktów, okazuje się, że zgromadziliśmy ich najwięcej!
Dziękuję bardzo Adamowi za towarzystwo i "przewodnictwo" w całym alleypaiście oraz zerozerosevenowi za zorganizowanie TRUE COLORS. Było świetnie!
Magda


