Alleycaty

Europiast

Rekreacyjne okolice Pruszkowa, 21.06.2008

» Strzał w dziewiątkę, czyli jak się nie ścigać

Jest taki alleypiastowy zawodnik, który pcha się na Alleypiasty, a nie umie jeździć. Jego ewentualne sukcesy są dziełem przypadku, zdolności orientacyjnie można przyrównać do zdolności latania u kury, strategię doboru trasy można wykorzystać jako substytut generatora liczb losowych, a umiejętność logicznego myślenia pomylić z sałatką po meksykańsku. Zawodnik ten nazywa się zerozeroseven.

Indywiduum to wybrało się na Europiasta na rowerze z pęknięta kierownicą, prawdopodobnie po to aby jeszcze bardziej się zestresować. Ubzdurało sobie, że jak będzie trzymało kierownicę bliżej środka, to istnieje mniejsze prawdopodobieństwo jej ostatecznego złamania. W ten sposób zamiast skoncentrować się na rzeczach ważnych, utrudniało sobie utrzymanie równowagi, co poskutkowało kilkoma wywrotkami w trakcie jazdy.

Zanim jednak zerozeroseven wystartował, dał przykład upośledzenia i zamiast przywitać się normalnie, przedstawić i porozmawiać z nowymi zawodnikami, których znał tylko z wpisów do WPG, przez godzinę zajmował się nie wiadomo czym. Stan mroczności umysłu przeciągnął mu się oczywiście, jak to zwykle, na moment startu. Nie doczytując manifestu do końca i zadowalając się mglistym pojęciem, że trzeba pojechać na jakąś Lazurową, a może Szmaragdową popędził przed siebie i spędził 5 minut poszukując przychodni lekarskiej, naturalnie nie tam, gdzie trzeba. Tylko dzięki temu, że zauważył innych zawodników jadących w zupełnie przeciwną stronę (co należy uznać za pierwszy sukces biorąc pod uwagę wrodzoną ślepotowatość) trafił we właściwe miejsce.

Kolejnym sukcesem było trafienie na ulicę Zielną, co było możliwe, dzięki temu, że Magda - Organizatorka, powiedziała przed wyścigiem, że Zielna odchodzi od ul. Polnej i pokazała zerozerosevenowi palcem, o którą Polną chodzi. Nasz bohater miał jednak problemy, żeby z Zielnej wrócić, ustawicznie wjeżdżając w ślepe uliczki przy rozpaczliwych próbach przebicia się do komorowskiego zalewu.

Następnie na pałę pognał szosą w kierunku Pęcic licząc, że gdzieś po drodze wypatrzy ul. Leśną, której nie miał na mapie. Naprawdę, trzeba przyznać, że poziom liczenia na fuksa jest u tego zawodnika wyjątkowo wysoki. Niestety matka Nadzieja opuściła go tym razem i na rondzie w Pęcicach 007 zaczął się rozglądać bezradnie, po czym pojechał tam skąd przyjechał, czyli z powrotem nad zalewik. Błąkając się pozornie bez celu, w końcu natrafił przypadkiem na właściwą ulicę i rozpoczął poszukiwania "zagrody". Oczywiście założył, że "zagroda" to zespół budynków gospodarczych, zakopał się więc w piachu w ich poszukiwaniu. Największy problem miał jednak z tym, że budynków nie było tam gdzie miały być. Szukałby ich więc pewnie do dziś, gdyby nie zauważył śladów rowerowych. Przytomnie postanowił podążyć ich tropem, który po chwili zaprowadził go do drewnianego ogrodzenia. Oczywiście ślady okazały się być jego własnymi. W ten sposób zawodnik znowu się czegoś nauczył.

Następnych punktów, które zamierzał odwiedzić, 007 również nie miał na mapie. Pojechał więc bez zbędnych obciążeń polegających na analizie trasy, przy okazji zamyślając się nad czymś tak głęboko, że dopiero wyjeżdżając z Suchego Lasu przypomniał sobie, że miał w nim poszukać przystanku autobusowego. Ponieważ niestety nie pamiętał niczego od czasu odwiedzenia zagrody (ot takie małe zaćmienie charakterystyczne dla tego rowerzysty), poprosił o pomoc siedzącą na murku dziewczynkę, która stanowczo zaprzeczyła jakoby w Suchym Lecie był jakiś przystanek autobusowy. Dopiero, gdy odjeżdżał zrezygnowany podjąć poszukiwania na własną rękę, dodała, że wprawdzie nie ma autobusowego, ale gimbusowy, jest. Ach ta terminologia...

Po odwiedzeniu przystanku zawodnik pojechał do Wolicy, gdzie wdrapał się na ambonę, wcześniej przeganiając stamtąd bociana, który wcale nie chciał uciekać tylko gapił się obrażony. Dziwne.

Nadal bez żadnej strategii 007 pojechał droga w stronę zabudowań orientując się, że znajduje się na ul. Zielonej. Bohater nasz podjął więc poszukiwania właściwego znaku. Niestety bezskutecznie. Pomny nauk po raz 3 odszukał swój własny trop i pojechał znowu w kierunku Suchego Lasu, po drodze natykając się na Cbulla, Hubione i Darka Klemensa. Zapytany czy był w Suchym Lesie odruchowo zaprzeczył, bo przecież właśnie się tam ponownie wybierał. Dopiero po chwili zorientował się, że już nie ma po co. Ech, ta bystrość umysłu.

Po spotkaniu z rywalami zawodnikowi sevenowi podskoczyła adrenalina. W konsekwencji postanowił za wszelką cenę oderwać się od grupki Cbulla. Zupełnym fuksem trafił na szlaban i pognał w las obierając naturalnie niewłaściwą ścieżkę w kierunku Maximusa. Orientując się w błędzie po jakimś kilometrze odbił w ledwie widoczną ścieżynkę i jadąc 4 na godzinę oraz spowalniając się wywrotkami dotarł wreszcie do drogi na Strzeniówkę. W tym miejscu wiedział już, że znowu przegra wyścig. Uświadomił sobie również, że nie wie dokąd jechać, oraz o której mija przepisowy czas wyścigu. Uznał (o dziwo jak się potem okazało słusznie co w jego przypadku należy uznać za kolejny, 3 już sukces), że jest to godz. 16:10.

Ponieważ 007 nie miał zielonego pojęcia, gdzie w Strzeniówce jest staw, sięgnął do mapy okolic made in Demart. Był na niej jakiś staw między Strzeniówką, a Nadarzynem. Zawodnik obrał więc właśnie ten azymut. Po dojechaniu w ten sposób prawie do trasy katowickiej, zerozeroseven stwierdził, że nie był to dobry pomysł. Rozpoczął więc powrót. Po natknięciu się na mapę w sklepie spożywczym uznał radośnie, że już wie gdzie podążać i rozpoczął przebijanie się przez Strzeniówka City.

Niestety jak się można było spodziewać, 007, tak naprawdę nie wiedział gdzie jechać i ponownie znalazł się w lesie tym razem na górkach dla crossowców. Tutaj wykonał kilka nieskoordynowanych wypadów w pobliskie krzaki i po raz 5 rozpoczął jazdę po własnych śladach natykając się ponownie na grupę CHD, z którą spędził kolejne wesołe 15 minut.

Po upływie ok. 20 minut od rozpoczęcia poszukiwań zawodnik doszedł do wniosku, że nigdy stawu ani ul. Dolnej nie znajdzie i skierował się do Podkowy Leśnej. Jego decyzję umocniło odkrycie, że posiada właściwe mapy, czego do tej pory nie był pewien oraz że zostało zaledwie 40 minut do końca przyjętego przez niego limitu czasu.

Z właściwą sobie niefrasobliwością 007 pojechał po prostu czerwonym szlakiem, który nieoczekiwanie wyprowadził go prawie dokładnie na ul. Krótką. Zaskoczony niezwykłą skutecznością swojej jazdy przyjrzał się trochę lepiej mapie i dziwnie szybko zlokalizował pozostałe 2 punkty w Podkowie mijając Kemota, Lewana oraz jeszcze jednego nowego zawodnika. Ponieważ do upływu czasu pozostało około 15 minut postanowił zaliczyć jeszcze tylko ul. Wiewiórek w Otrębusach, która wydawała mu się najłatwiejsza do lokalizacji.

Niestety, pomimo wysiłków nie udało mu się jej wypatrzyć na posiadanej mapie. Nie wykorzystał również okazji podsuwanej mu przez Fortunę. Przejeżdżając przez ul. Wiewiórek (na jego mapie umieszczonej w Podkowie Leśnej) spotkał na niej po raz trzeci grupę CHD. Niestety, brak refleksji, po co u licha zawodnicy ci tam stali, pogrążył go ostatecznie. Nie znajdując ulicy Wspólnej w Kaniach, której też nie znalazł na mapie, zerozeroseven został ostatecznie sklasyfikowany na piątym miejscu zdobywając 9 goli co należy uznać za i tak ogromny sukces biorąc pod uwagę, ten festiwal pomyłek w jego wykonaniu.

Najdziwniejsze w tej historii jest to, że alleypiastowiec 007 po całym tym żałosnym występie siedział na mecie uśmiechnięty od ucha do ucha. Z lubością wspominał swoje największe błędy. Ekscytował się wynikami innych. Rozwodził się nad napotkanymi trudnościami i chwalił Magdę z Basią, które obnażyły w tak wyrafinowany sposób jego sportową marność.

Normanie, nienormalny jakiś.

Zerozeroseven

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...