Alleycaty
Desantowy alleycat
Błonie, 20.09.2008
Relacja Tomka
Sobota rozpoczęła się w "Karkonoszach". Parę minut po 6 pociąg pociąg osiągnął stację Warszawa Zachodnia. Tam pożegnałem Adam i Grześka i dalej na wschód pdróżowąłem już sam. Na wschodniej czekałem na pociąg do Otwocka. Przyjechał zmodenrizowany skład z zielonymi siedzeniami. Doznałem krótkiego szoku termicznego bo w środku zielonego pociągu było gorąco, a w Karkonoszach lodówka. Po krótkim rozpakowaniu i odpoczynku przyszedł czas na desant do Błonia.
Desant po torach
Zajrzałem do rozkładu jazdy, no tak była sobota i swój desant do Błonia musiałem rozpocząć już o 12, aby nie spóźnić się na starcie. Pierwsza część desantu przebiegła ze spóźnieniem. Bo pociąg stał przed wschodnią jakieś 15 minut. Potem przesiadka do Łowicza Głównego przez Sochaczew. Szczęśliwie dotarłem do Błonia tuż po 14. Desant udany.
Pierwsze wrażenie
Ze stacji udałem się w kierunku centrum miasta. Jechałem ścieżką rowerową, dwukierunkową. Odnalazłem Rynek i ratusz. Zaskoczyła mnie okazała fontanna stojąca na środku głównego placu. Podjechałem do kiosku, aby zakupić plan Błonia. Tutaj nie miła niespodziewajka. W centrum Błonia nie można kupić planu miasta. Miła Pani z kiosku znalazła jednak wyjście. Zaproponowała, aby skorzystał z dużego planu miejscowości mieszczonego na metalowej planszy. Podziękowałem. Jednak z drugiej strony może warto kiedyś wybrać się z takim mapnikiem?
Start
Godzinę 15 oznajmił zegar ratuszowy. Na rynku byłem jedyną osobą na rowerze. Po telefonicznym rozmowie z Grześkiem i Magdą uspokoiłem się. Wszyscy będą tu za kilka minut. Pierwsi zjawili się Adam i Grzesiek. Potem pojawił się Kemot. Parę minut późnie na rynek wjechał samochód, który na bagażniku miał przymocowany rower. Z pojazdu wysiedli Magda i Robert. Do naszej piątki dołączył jeszcze Bartek. Byliśmy już w komplecie można było zaczynać. Kilka emocjonujących minut dokładnego studiowania manifestu. A potem słowa: Start.
Trasa
Wyjechałem z rynku za Adamem, który poprowadził mnie do kilku punktów. Potem jechałem już sam. Najwięcej radości miałem ze znalezienia karteczki przy Janie Nepomucenie. Skrytka była dość oryginalna. Jednak przed dojechaniem do przedostatniego punktu okazło się, że nie zasunołem kieszeni w kurtce. Dlatego zgubiłem manifest i cześć karteczek z punktów. Postanowiłem dokończyć wyścig nie wracając już na poszczgólne punkty. Próbowałem odnaleźć ostatni punkt, tam miała byc wskazówka jak dojechać na metę. Pamiętałem tylko, że nazwa ulicy przy której był punkt związana była z Lesznem. Po krókim błądzeniu zobaczyłem Adam, który szukał drogi na metę. Pomógł mi on odnaleźć ostatni punkt. Po zaliczeniu punktu ruszyłem w kierunku, który wskazywała strzałka. Adam pojechał przodem. Pierwszy wypatrzył metę. Dojechałem tuż za Adamem.
Tajemnicze pytanie
Chroniąc się przed deszczem pod drewnianą wiatą zacząłem wyjmować ocalałe znalezione karteczki. Oczywiście nie było wszystkich. Kilka krotnie próbowałem poprawnie wymyśleć jak brzmi pytanie. Adam też miał problemy z ułożeniem pytania. Na pomoc przyszli nam organizatorzy. Jednak nie znaliśmy odpowiedzi na pytanie. Adam dokładnie sprawdził informacje o Błoniu, które miał napisane na odwrocie mapy, Jednak nie pomogło to w udzieleniu poprawnej odpowiedzi. Na mecie pojawia się Grzesiek. Zna on nie tylko pytanie, ale również odpowiedź. Poznajemy wreszcie zwycięzcę. Jako ostatni na metę przyjechali Magda i Robert. Okazało się, że Bartek w trakcie wyścigu złapał "gumę", co uniemożliwiło dokończenie trasy.
Meta
Organizatorzy docenili zawodników, którzy zechcieli podjąć rowerową rywalizację. Na mecie czekało ognisko, kiełbaski i napoje. Po krótkim odpoczynku przyszedł czas na ogłoszenie oficjalnych wyników. Zawodnicy, którzy zajęli miejsca na podium zostali uroczyście udekorowani pamiątkowymi medalami.
W trakcie wyścigu miałem choć okazję choć trochę poznać Błonie i okolice. Teren ciekawy i czeka na głębsze poznanie. Bo wyścig ma swoje prawa.
Dziękuję organizatorom i uczestnikom zabawy.
Tomek


