Alleycaty

Alleypiast Niegościnnych Moczarów

Piastów, 09.07.2011

» Cztery lampiony. Niebieski.

Gdy w sobotni wieczór zachodziło wreszcie gorące lipcowe słońce, a nad miejskimi ogródkami zaczął unosić się dym i przyjemna woń smażonej kiełbasy, niewielu już pamiętało dramatyczne chwile minionego tygodnia, kiedy ulewne deszcze, z intensywnością przeszło 5cm na dobę, dotknęły swą niszczącą siłą nie tylko okolice Piastowa. Siedemnastu cyklistów, zgromadzonych w piastowskim parku, na znak dany z wieży salwatoriańskiego kościoła, punktualnie o 21:00 otrzymało zlecenie na bandę zbrodniczego Moczara.

O 21:35, po wyczerpujących naradach, których owocem był plan działań tego szczególnego wieczoru, oddziały Specpiasta wyruszyły w teren. Na pierwszy ogień poszła Willa Moczara. Uzbrojeni w pompki i zdecydowani na wszystko cykliści wkroczyli do środka. Właściciela jednak nie było w domu. Urządzono więc dokładne przeszukanie i - co tu dużo pisać - zwyczajną demolkę, która zmieniła tę luksusową nieruchomość nie do poznania. Na odchodnym niszcząca fala przeszła przez ogród. Ze szczególną starannością potraktowano liczne urządzenia nawadniające, a także ogrodową łaźnię, po której ślad pozostał dziś tylko na zdjęciach satelitarnych...

Następnie rowerowa grupa skierowała się na michałowickie pola kultowe. Na rozległej przestrzeni, wśród wysokich traw i kęp dzikich drzew, Moczar odprawiał swe tajemne obrzędy, sprowadzające ulewny deszcz. Czynił to za pomocą czterech lampionów rozmieszczonych w odpowiedni sposób. Była już 22:00 i nad horyzontem pojawiła się pierwsza gwiazda Wodnika, znak do rozpoczęcia magicznego misterium. Szturm rozpoczął się od południa. Niestety, na skutek braku koordynacji działań, przestępca zdołał zbiec. Co więcej, odnaleziono jedynie trzy z czterech lampionów odnoszących się do czterech żywiołów ziemi. Powietrze, ogień i ziemię odnaleziono i tchnieniem odebrano im moc. Moczar zbiegł oczywiście z lampionem niebieskim...

Ślady prowadzą w kierunku Reguł. Tam to Moczar przez pole z pszenicą przedarł się do samotnego budynku. Próbował tutaj swych magicznych obrzędów, instalując na pobliskim słupie kolejny czerwony lampion. Ślady w trawie prowadzą dalej do dużej kępy drzew. Tereny te są całkowicie zalane wodą sięgającą do kolan. Mniej fortunne drogi dojścia zalane są nawet po pas. W południowo-wschodnich okolicach kępy, w nikłym świetle czerwonego lampionu wyłania się z mroku wiekowe drzewo. Tajemnicze obrzędy były widocznie udziałem również i tego miejsca, bo woda wokół drzewa przybrała już barwę ognia... Oddech przybyłego w porę cyklisty powstrzymał jednak niebezpieczny rozwój sytuacji.

Pogoń trwa. Tym razem podejrzenie pada na ule pośrodku dawno przekwitłego rzepaku. Moczar brał stąd wosk do swoich rytualnych lampionów. Ten ślad okazuje się jednak ślepy. Chociaż... porzucone tu puste znicze nasuwają pewne przypuszczenia.

Rzeczywiście, w okolicach kontenera na parafialnym cmentarzu w Pęcicach odnaleziono ślady meteorologicznego terrorysty. Prowadzą one w dwumetrowe pokrzywy, między dwoma jeziorkami. Na brzegu jednego z nich połyskuje eteryczny lampion, a w jego niedalekim sąsiedztwie drugi, tego samego żywiołu.

Nie tracąc czasu, rowerowe oddziały skierowały się w kierunku lasów po drugiej stronie Utraty. Te niedostępne tereny przecina niemal całkowicie zapomniana ścieżka, przykryta parzącą badylowatą roślinnością. Po kilkuset metrach mrok gęstnieje, a wokół pojawiają się stare drzewa. Z oddali dobiega ledwie słyszalny kobiecy śpiew. Okazuje się, że jest tam nieregularne bagniste jeziorko. Na jego brzegu pobłyskuje zielone światło, a drugie nawiązujące do żywiołu ziemi położone jest na wyspie otoczonej... zieloną wodą. Na wyspie tej, w świetle lampionu, w nieprzyzwoitej pozycji usadowiła się anorektyczna rusałka. Z bliska można zrozumieć w końcu słowa, które wyśpiewuje swym ochrypłym od ciągłego powtarzania głosem. Są równie nieprzyzwoite. Przy bezmyślnych rytmach disco lat osiemdziesiątych, nie zastanawiając się nad barwiącą i cuchnącą zawartością jeziorka, cykliści ruszyli na wyspę. Po chwili rusałka została sama, w mroku, milcząca i... całkiem naga. Nie bardzo wiadomo, dlaczego jeden z cyklistów niesie właśnie resztki jej skąpego ubioru.

Cykliści jadą teraz niebieskim szlakiem w tak zwanym Suchym Lesie. Na chwilę przed miejscem, gdzie woda łączy się z ogniem, odbijają w boczną dróżkę. Tam to, na brzegu rozległych leśnych bagien, Moczar ukrył ostatnią parę lampionów. Niebieskie światło widoczne było z daleka, a podobnie niebiesko barwiąca woda dopełniła wcześniejszych doświadczeń. Prawie. Poprzednie lampiony występowały parami. Gdzie jest więc brakujący niebieski lampion?

Ślad ostatniej szansy to pobliska Leśna Rezydencja Moczara. Szturm odbył się z zaskoczenia i zgodnie ze sztuką zawodową. Zaciemnienie, okrążenie i szybki włam. Wejście do środka i... puste łóżko a przy nim lampion - żółty. Skumulowane emocje wybuchły w jednym niepohamowanym okrzyku. Moczar zdołał zbiec wraz z kluczowym elementem jego pogodowych machinacji. Udaremniono co prawda groźną próbę przestępstwa, ale zbrodniczy Moczar nadal pozostaje na wolności.

Sprawa już była stracona. Można było kończyć akcję i wracać do bazy. Wysłano jeszcze rozproszone patrole, aby sprawdziły okolicę, ale nikt już właściwie nie wierzył, że tej nocy może się jeszcze cokolwiek wydarzyć.

Tajny ośrodek szkoleniowy kolarskich grup specjalnych zaczęli powoli wypełniać znużeni połowicznym sukcesem i trudami trasy cykliści. Pokątnie podawano sobie smętne informacje o niezapłaconych rachunkach z elektrowni, o przeciekającym dachu i o bliskiej perspektywie powrotu do jednostki na Krymie...

Kiedy o drugiej w nocy znad horyzontu wyłoniła się ostatnia gwiazda Wodnika, do miejsca przeznaczenia dojechała ostatnia grupa Specpiasta.

Grzesiek

Wybierz rok:

Wybierz miasto:

Następny alleycat odbędzie się w przyszłości...
Puchar Alleypiasta
Podsumowanie alleycatów odbywających się w danym sezonie.
Alleycat to nieformalne zawody rowerowe. W tym wyścigu bardziej liczy się spryt niż sprawność fizyczna...